wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 2 : Ostatnia.


Nikt nie kochał mnie jak Hermiona. Od kilku lat nie znam miłości innej kobiety. Jedyną osobą,która obdarza mnie uczuciem jest Jennifer. Bez niej świat nie miałby już kompletnie sensu. Ona tylko trzyma mnie przy życiu.Tak bardzo ją kocham.Tak jak jej matkę.Chciałbym żeby była obok mnie i tuliła tak jak kiedyś.Ale tego już nie będzie. Zabiłem Voldemorta,ale to i tak nie dało życia Hermionie.Ona umarła przez niego . Zawsze zabiera mi każdego kogo kocham. Ale córki nigdy mi nie zabierze.NIGDY.! NIKT.!Już nigdy nikogo nie pokocham tak jak Hermiony.Brakuje mi jej coraz bardziej. Trzynaście lat minęło.Powinienem zapomnieć,ale nie potrafię.Albo w ogóle nie chce. Ciągle pamiętam jej wygląd.Jej głos.Kocham Cie ,Harry. To pamiętam najwyraźniej.Może nawet nigdy nie zapomną.Taką mam nadzieje.
Harry'emu został już tylko jeden śmierciożerca.Bellatrix Lestrange. Z nią zawsze miał problemy.Ale nigdy się poddawał.Dla Hermiony i Jennifer. Minęły dwa miesiące od jego wyprawy.Zostało jedyne miejsce gdzie Lestrange mogłaby się ukryć.Harry postanowił je odwiedzić.Teleportował się pod rodzinny dom Blacków.Coś mówiło mu,że tam będzie.Nie pomylił się. Wszedł do pokoju,w którym siedziała czarnowłosa kobieta.W ręku trzymała różdżkę.Odwróciła się do Harry'ego.
-Ile to już minąło od naszego poprzedniego spotkania.?-zapytała zimnym głosem kobieta.-Będzie z piętnaście lat, prawda.?
-Jak byś liczyła-odpowiedział Potter.
-Wpółczuje z powodu żony.Była nawet  ładna jak na szlamę.
-Jak śmiesz.?Ona ma moc o jakiej ty możesz tylko pomażyć.
-Ale ona nie żyje.Zmarła z bardzo szlachetnego powodu.Każdy by jej zazdrościł.
-Wiesz,zabiłaś mi ojca chrzestnego , a Voldemort żone i rodziców.Może czas żeby odzyskać przynajmniej jedno z nich.
-Śadzisz,że coś może oddać Ci jedno z nich .?
-Ja nie sądzę.Ja to wiem.
Harry nie czekając na odpowiedź Bellatrix rzucił śmiertelne zaklęcia,które uśmierciło Śmierciożerce.Po kilku minutach do Harry'ego dołączył Dumbledore.Pogratulował Potterowi i kazał teleportować się do ministra magii. Harry wykonał to co kazał mu Albus.W biurze siedział minister i kobieta o brązowych włosach . Harry od razu rozpoznał te włosy.
-Harry-ucieszyła się kobieta  i pośpiesznie wstała z miejsca.
-Hermiona-ucieszył się również Harry i natychmiast przytulił żone.-Jak ja za Tobą tęskniłem.Już nigdy nie pozwole żeby mi ktokolwiek Cie zabrał.
-Już nigdy,Harry.
-Pani Potter,prosze tu jeszcze podpisać-powiedział Minister zwracając się do Hermiony.Podał jej dokumenty,a kobieta podpisała je.Dostała ich kopie i schowała do kieszeni. -Możecie już wracać do domu.
-Dziękujemy-Harry złapał Hermione za rękę i teleportowali się do domu.Hermiona w ciąż nie mogła uwieżyć,że jest z Harry'm.Harry miał to samo uczucie.
-Nie znalazłeś sobie kogoś przez te trzynaście lat.?-zapytała zaciekawiona Hermiona,Przecież Harry był Wybrańcem. Był niesamowicie przystojny.Potter objął ją w talii i pocałował w policzek.
-Moje serce jest tylko Twoje i Jennifer.
-Jennifer.Jaka ona jest.?
-Piękna,mądra i taka jak ty.Włosy ma tylko czarne,ale jest taka sama jak ty.Pomagała mi bardzo.
-Chciałabym ją zobaczyć.
-Musisz poczekać do świąt.To tylko pół miesiąca .
-Mam nadzieje,że szybko zleci.
-Już ja o to zadbam-obiecał Harry z łobuziarskim uśmieszkiem.Podszedł bliżej Hermiony i złożył na jej ustach namiętny pocałunek, który odwzajemniła.Tego mu brakowało przez te trzynaście lat.Oboje to czuli. Żadne nie potrafiło oderwać się od drugiego.Przemawiała przez nich miłość i tęsknota za drugim.Chceci by ta chwila trwała wiecznie.By nie była tylko snem albo marzeniem.Tak bardzo za sobą tęsknili.Trzynaście lat bez siebie.Bez swojej drogiej połowy. Połowy, która dopełniała drugiego. Ich pocałunki stawały się namiętniejsze. Nawet nie zauważyli kiedy znaleźli się w sypialni.
Hermiona wtuliła się w ramiona Harry'ego.Potter obejmował ją jedną ręką ,a drugą gładził włosy.
-Brakowało mi Ciebie,skarbie-szepnął żonie do ucha Harry.-Kocham Cie i nie chce znowu stracić.
-Nie pozwalaj mi odejść.
-Nie pozwole.Już nigdy.
-Myśle-zaśmiała się pani Potter.Harry'emu brakowało jej śmiechu.Hermiona usiadła na brzuchu męża,a ten objął ją  w talii.
-Jesteś taka piękna.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam.Nigdy Cie nie zdradziłem,wiesz.?
-Wiem.Nawet nie obejrzałeś się za inną.A kocham cię powiedziałeś jedynie do mnie i Jennifer.Ja zawsze przy was byłam.Nawet jak mnie nie wiedzieliście i nie słyszeliście-Harry pocałował namiętnie Hermione,która z przyjemnością oddała się pieszczocie.Przez otwarte okno do pokoju wleciała śnieżnobiała sowa.Na jej widok Harry strasznie się zdziwił.
-Hedwiga.?Jakim cudem ty w ogóle latasz.?
-Harry,to sowa.Normalne ,że lata.
-Nie,ale Hedwiga po Twojej śmierci też zaczęła umierać.Od paru lat w ogóle nie latała.
-Może razem z moim powrotem Hedwiga też wróciła.?
-Pewnie,tak.Ta sowa Cie kocha tak jak ja.
-Ona ma jakiś list. Hedwiga-zawołała Hermiona,a sowa posłusznie do niej przyleciała i podała list.Hermiona otworzyła go i zaczęła czytać.

Szanowni państwo Potter,
mamy obowiązek powiadomić państwa iż państwa córka wraca do domu dziś o godzinie 10.
                                                      Wyrazu szacunku 
                                        Minerwa McGonagall.

-Kochanie,która jest godzina.?-zapytała Hermiona.
-Dziewiąta trzydzieści.
-Mamy tylko półgodziny,żeby dostać się do Londynu.
-Teleportujemy się.Ubierz się i idziemy.
Harry i Hermiona ubrali się i teleportowali na stacje Kings Croos w Londynie.Przeszli nie zauważeni przez bariere na peron 9 i 3/4.Tam spotkali Rona i jego żonę Lunę.Z początku nie poznali Hermiony,a Ron wrzucał swoje irytujące komentarze.W pociągu Jennifer rozmawiała z koleżankami i nie zauważyła matki.Harry natomiast czule obejmował Hermione.Nikt w ogóle się nie zorientował kim jest partnerka Harry'ego.W końcu Hermiona musiała się zmienić przez trzynaście lat.Ale ciągle była piękna.Choć włosy miała o wiele jaśniejsze niż kiedyś.Na peron przyjechał Expres Hogwart-Londyn , z którego zaczęła wybiegać banda dzieciaków.Hermiona wydała się Harry'emu spięta.
-Rozluźnij się,skarbie-szepnął jej do ucha.Kobieta odwróciła do niego głowę,a ten pocałował ją.W tym momencie stanęła przed nimi Jennifer.
-Tato,może ja jednak wrócę do Hogwartu,co .?-zaproponowała dziewczyna.Harry zarumienił się.-Nie rumień się tak.To jest Fred.Znasz go,nie.?
-Harry,to trochę dziwne,nie.?-zapytał Ron,która właśnie podszedł do Potterów z żoną.
-Tak,Ronaldzie.Dla Ciebie nawet marchewka jest dziwna-stwierdziła Hermiona,a Ron rozpoznał coś w jej głosie.
-Mówisz to całkiem jak ona. Tylko ona tak mnie nazywała.
-Ona.?Nie sądzisz,że było znacznie więcej osób,które cie tak nazywały.?Na przykład Twoja mama jak wyżerałeś wszystkie babeczki,albo Ginny jak jej matkowałeś.
-Skąd ty tyle o mnie wiesz.?
-Bo Cie dobrze znam.Ciągle pamiętam jak stanąłeś w mojej obronie przed Malfoy'em ,ale przez Twoją zepsutą różdżkę ty dostałeś zaklęciem i rzygałeś ślimakami-wszyscy roześmmiali się tylko Ron zrobił kwaśną minę.
-Hermiona.Ale przecież ty nie żyjesz.
-Harry Ci nic nie mówił.?
-Nic.
-Ron,mówiłem Ci,że z Hermioną łączy nas coś wyjątkowego i to właśnie pokonało te bariery-dodał Harry.-Jennifer to jest Twoja mama-zwrócił się do córki ,która stała jak zahipnotyzowana.W końcu wtuliła się  do matki.
-Tak bardzo chciałam z tobą być,kochanie-wyznała Hermiona obejmując swoje dziecko.-Przepraszam Cię.
-Będziesz już zawsze ze mną.?
-Zawsze.Byłaś taka mała jak ostatni raz Cie tuliłam.
-Wracajmy już do domu-wtrącił się Harry i chwycił żonę i córkę za rękę.Pożegnali się z Weasley'ami i teleportowali do domu.


                   ~Alex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zamów Proroka Codziennego